|
tylko właśnie, przynajmniej z tego co mi odpisywali z DB oraz z wypowiedzi na niemeickiej grupie nie wynikało wprost , że Kiepura nie jeździ do Brukseli ze względu na niską frekwencję tylko powód były podane koszty na tym odcinku oraz problemy z SNCB . Rzeczywiście, w poprzednich odsłonach troche źle rozłożyłem akcenty. Istnieje coś takiego jak fakty obiektywne oraz fakty medialne. Jest z nim podobnie jak (za ks. Tischnerem) z góralskim odmianami prawdy: tys prowda i gówno prowda . Stara dobra zasada goebbelsowskiej propagandy (czy też bolszewickiej, już nie pamiętam) mówi, że każde bzdurę należy powtarzać odpowiednio często i długo, a inni w końcu zaczną ją powtarzać. Tak właśnie tworzy się fakt medialny. Masz całkowitą rację, istnieją oczywiście powody zamknięcia Kiepury, zapewne dokładnie takie jak napisałeś. I to jest jedna sprawa. Na pewno jestem winien prywatnej złości, bo skasowanie pociągu do Brukseli niepotrzebnie namieszało mi w życiu (wspomnę w przelocie, że pierwsza podróż lotnicza skończyła się 6 godzinami spóźnienia i zgubieniem bagażu). Jak również, chyba robię się nudny ciągle to powtarzając, stosunkowo dużej grupie osób podróżujących Kiepurą do Brukseli. Ale w końcu chodzi o niezbyt wielką i niezorganizowana grupę podróżnych. Gorsze rzeczy się ludziom w życiu zdarzają. Więc jeszcze raz, powinno mi chodzić o coś innego. Czyli o związaną z tym wszystkim pkp-owską kampanię propagandową. Czytając głupawo-beztroski tekst tego artykułu, który jest jej elementem, nie wiadomo (tym razem za Sapkowskim) czy się śmiać, czy płakać, czy w rzyć kopnąć . O ileż trudniej byłoby sprzedać mediom mniej więcej taka oto historię: W 2004 wpadliśmy na pomysł, że przedłużymy pociąg do Brukseli, niestety zaczęło się gorzej niż fatalnie. Mimo to, po zdjęciu 2 wagonów, ciągnęliśmy to przez półtora roku. Chętni powoli zaczęli się znajdować, ale mimo tej tendencji, głównie przez to, że nadal nie dało się dogadać z SNCB, postanowiliśmy w końcu zamknąć cały interes, i wybrać z kapelusza inne rozwiązanie. Ponadto, inaczej niż zapowiadaliśmy, nowy pociąg nie ma skomunikowania do Brukseli. Za to oferujemy kompletnie niesprawdzona i raczej skazana na klęskę relacje- Frankfurt. Bo to by wyglądało na serię niespecjalnie przemyślanych, przypadkowych decyzji, itp. Public relations na pewno nie tak sie organizuje. O ile łatwiej jest napisać ze w związku z bardzo niską frekwencją na odcinku Kolonia – Bruksela (poprzedni komunikat) oraz że ...Kiepura śpiewa lepiej niż dotychczas, a ludzie mu klaszczą. (po zmianie do Frankfurtu?? - czuje się autentycznie zażenowany powtarzając jakiekolwiek sformułowania autora tego artykułu, czy tez Madame Rzecznik) A przy tym najbardziej irytujące jest to, że dokładnie tak jak to miało być, ten fakt medialny już doskonale żyje swoim wlasnym życiem. Słyszę to bezustannie od tych, którzy Kiepurą przejechali się raz lub dwa, albo w ogóle na oczy go nie widzieli, tylko cos tam słyszeli. Znajomi w pracy podchodzą pytając: No i jak teraz dojeżdżasz, słyszałem że Kiepury już nie ma do Brukseli, bo mało ludzi jeździło..? Oraz od konduktorów w sypialnym, dalszej rodziny, znajomych w Polsce, itd. Każdemu muszę z osobna tłumaczyć to co napisałem wcześniej, spotykając się z różnym stopniem życzliwości i dowierzania – po prostu męczące to się robi. W ogóle jest to dla mnie ciekawa sytuacja, nie boję się tego słowa, życiowo, czy wręcz filozoficznie. Po raz pierwszy samodzielnie i doświadczalnie mam okazję sprawdzić, że jakaś instytucja (w tym przypadku = PKP IC) - łże jak pies. Oczywiście dzieje się tak cały czas, w polityce, gospodarce, wszędzie. Ale po raz pierwszy mam okazje bardzo dokładnie sam sie o tym przekonać. Nie na podstawie tego, co ktoś napisał czy powiedział, że widział, tylko własnych, na trzeźwo prowadzonych obserwacji. Zdaje się zresztą że kolej, w różnych jej instytucjonalnych wymiarach, bardzo często stosuję taką taktykę podawania informacji (czyli szkoła dr Joachima czy agencji TASS). Przy rozkomunikowywaniu połączeń, wstawianiu raz za krótkich a raz za długich składów, zamykaniu i rozbieraniu linii, bezustannym mieszaniu w rozkładach, pociągach przyjeżdżających do docelowego miasta o 6.03, wstawianiu szynobusów na lokalne trasy o dużym obciążeniu, montowaniu siedzeń z autobusu miejskiego w tychże na trase po 2,5 godziny jazdy.. i diabli jeszcze wiedza w czym. Wszystkim tym, co nieustannie odbija się echem na tej się na liście. Ukrywa się tak niekompetencję, bezmyślność, brak długofalowej polityki w dowolnej sprawie, tumiwisizm, oczywiście także chroniczny brak funduszy na wszystko. To wszystko, kamyczek po kamyczku, dokłada się do absolutnie bezprecedensowego w całej Unii spadku przewozów pasażerskich. Wszystko dla dobra klienta, któremu się śpiewa lepiej niż dotychczas, a ludzie klaszczą. Konkurencja szkodzi podróżnym, jak słusznie pisze jeden z kolegów na liście. M. Sz. ps. mam nadzieje ze udalo mi sie uniknac obecnosci dziwnych znaczkow, jesli jednak nie, jest to efekt uzywania niepolskiego windowsa i klawiatury. Z gory przepraszam, nie wiem jak z tym walczyc.
|